I Am Sober to darmowa aplikacja, która pomoże Ci odzyskać kontrolę nad swoim życiem.

Rozpocznij
Osoba za zasłoną

Rzucam alkohol, żeby uratować życie

Ostatnio zaktualizowano: 12 sierpnia 2026

Pamiętam, że picie było moim katalizatorem do zrobienia prawie czegokolwiek. Luźny mecz piłki, wieczór filmowy, impreza, cokolwiek – nie miało znaczenia, byle był alkohol. Nawet praca była zwykle tylko sposobem na kasę na alkohol. Pewnie nie pomagało, że ówczesny szef nagradzał nas za zastępstwa, kupując nam alkohol. „Jak weźmiesz piątkową zmianę Smitha, odwiedzi cię Wróżka Alkoholu.” Pamiętam, jak chwaliłem się tym znajomym, zanim zrozumiałem, że to ja na tym tracę.

Wyraźnie pamiętam kaca, zwłaszcza w pracy i zwłaszcza na wczesnych zmianach, kiedy o 6:30 rano próbowałem wciągnąć koszulę munduru przez głowę i czułem się, jakbym robił stójkę, żeby nałożyć na twarz ogromną głowę maskotki. Pamiętam też, jak przychodziłem do pracy, myśląc, że mam kaca, a tak naprawdę byłem jeszcze trochę pijany… i kiedy kac walnął koło południa, wszyscy współpracownicy musieli odrabiać moje zaległości.

Jeszcze bardziej pamiętam, że czułem się nieswojo. Pamiętam niepewność, jak wyglądam, kiedy byłem uwięziony w rozmowie z kimś. Pamiętam, że czułem się obnażony, kiedy ktoś proponował, że zdejmie mi płaszcz. Pamiętam obawę, że nie będę ciekawym rozmówcą. Pamiętam lęk przy każdej interakcji społecznej i to, że używałem alkoholu, żeby trzymać ten lęk na dystans.

Minęło dużo czasu, zanim zrozumiałem, że cały czas jestem pełen lęku i że wcale nie jest lepiej – i nie będzie, dopóki całkowicie nie rzucę alkoholu.

Picie nie zatrzymuje lęku

Picie nigdy nie zgłuszało moich uczuć, tylko nakładało na nie warstwę gówna. Ta warstwa gówna to zwykle była moja „gadająca” część. Maskowała pędzące myśli, kiedy gawędziłem, ale jak tylko ludzie, z którymi rozmawiałem, odchodzili, lęk wystawiał łeb spod alkoholowej warstwy i walił pełną mocą. Lęk od razu mówił mi, że zabrzmiałem jak egocentryczny dupek, który mógł rzucić dyskryminujący komentarz. Potem pchał mnie, żebym tych ludzi odszukał i przeprosił, ale – zakładając, że to zrobiłem – kiedy przeprosiłem i oni poszli dalej, lęk znowu wystawiał łeb, żeby dać mi znać, że nie uznali mnie za szczerego.

Mój lęk nie znikał tylko dlatego, że piłem – picie po prostu skracało mi koncentrację. To była ucieczka, ale niezbyt dobra. Picie cały czas podsycało lęk, niezależnie od efektu. Jeśli myślałem, że zachowałem się źle przed kimś na rauszu, to przy następnym spotkaniu na trzeźwo czułem podwójny lęk i piłem mocno, żeby się „schować”. Jeśli wmawiałem sobie, że na rauszu byłem niezłym numerem, to czułem podwójny lęk, że muszę pić więcej i przywrócić tego żywiołowego gościa.

Lęk nie przestawał. I powoli zacząłem rozumieć, że jeśli chcę uciszyć ten wewnętrzny głos, który krytykuje każdą moją interakcję, coś musi się zmienić.

Na początku spróbowałem na sucho. Rzuciłem picie i poszedłem na imprezę. Czułem się spocony, śmierdzący i chory, ale unikałem piwa. Próbowałem wejść w rozmowę, ale byłem wczepiony w to, żeby nie pić, i w lęk, który był ogromny. Policzki mnie paliły, serce waliło, a skóra swędziała od koszuli, robiło się nie do wytrzymania i byłem gotów iść do domu, ale wtedy coś się stało. Gość, z którym rozmawiałem, zapytał, czy chcę piwo, a ja powiedziałem „Nie, nie piję”. Potem zapytał, czy jestem kierowcą na trzeźwo, ale przyznałem, że nie, po prostu chciałem pójść na imprezę i spróbować nie pić. I tamy puściły. Opowiedział mi długą, przemyślaną i pomocną historię o bracie, który rzucił alkohol i ogarnął się. Nagle nie martwiłem się o rozmowę, nie martwiłem się, że jestem pełen lęku – byłem całkowicie wciągnięty. Wciągnęła mnie jego historia, bo dotyczyła mnie, ale nie byłem też egocentrycznym mędrkiem, tylko dobrym słuchaczem. Zadawałem pytania, dopytywałem o szczegóły i oddawałem mu całą uwagę.

Kiedy rozmowa się skończyła, byłem w siódmym niebie. Czułem pewność, że zdobyłem znajomego i nauczyłem się kilku rzeczy, które mnie motywują. Ciągły krytyczny głos w głowie milczał w drodze do domu, aż tak, że zastanawiałem się, czy naprawdę spędziłem wieczór na trzeźwo. Tego wieczoru lęk zniknął i spałem lepiej niż od lat. To nie był ostatni raz, kiedy czułem lęk (ani ostatni raz, kiedy piłem), ale otworzyło mi oczy. Spróbowałem pewnej nocy wypić piwo i dać komuś niepodzielną uwagę – i nie dałem rady. Zamiast tego za bardzo kręciłem się we własnej głowie wokół tego, że piję, i przez to nie mogłem okazać nikomu szacunku, na jaki zasługiwał, bo byłem zbyt zajęty obijaniem samego siebie.

Zmierz się ze swoimi uczuciami

Pod wieloma względami picie było dla mnie sposobem na odkładanie ogarnięcia uczuć. Podobnie jak ktoś odkłada sprawunek, robiąc coś przyjemnego, ale myśl, że wciąż masz „sprawunek do załatwienia”, cały czas tam jest. Picie nigdy nie sprawiało, że lęk znikał, tylko odciągało mnie od niego. Kiedy wyszedłem na trzeźwość (na dobre), przyjrzałem się uczuciom i lękowi i powoli, ale pewnie, zaczęły słabnąć. Miałem trochę pomocy (mityngi i terapia), ale droga do pokonania lęku była moja; zrobiłem to ja, nie ktoś inny (ani nic innego). A jeśli pijesz, żeby odepchnąć lęk, zwracaj uwagę na to, jak się czujesz, bo wątpię, żeby alkohol pomagał.

Rzucenie alkoholu zmieniło moje życie. Pozwoliło mi skupić się na tym, co było popsute, i zmierzyć się z tym wprost, i dało mi język do nazywania emocji. Teraz, kiedy pytam innych alkoholików: „Dlaczego pijesz?” Słyszę podobne prowizoryczne powody, które sam podawałem: „Na imprezach ogarnia mnie lęk” albo „Boję się, że nie będę ciekawy,” ale tak wiele z tego wynika z niskiej samooceny i niepewności. Kiedy przestajesz pić i trochę o siebie dbasz, zaczynasz widzieć własną wartość. Zamiast wzmacniać cykl picia, możesz być dumny/a z tego, że jesteś trzeźwy/a, a ta duma zwiększa poczucie osiągnięcia i własnej wartości.

Teraz mój lęk mnie nie hamuje i mam prawdziwe, znaczące relacje z ludźmi, których poznaję na imprezach i spotkaniach.

I Am Sober to darmowa aplikacja, która pomoże Ci odzyskać kontrolę nad swoim życiem.

Rozpocznij